Czarny ptasior

OCENA 4

Nie jest dobrze, gdy ktoś mówi o twórcy posługując się jego życiorysem, chyba, że życiorys jest fragmentem uprawianej przez twórcę twórczości. Jeszcze gorzej, gdy znając fakty z życiorysu, niemające nic wspólnego z twórczością, patrzy na dzieło poprzez życiorys twórcy.

Życie ludzi wybitnych bywa ciekawe lub w ogóle mało interesujące, ale im głośniejsze nazwiska, tym chętniej sięgamy po biografie, poszukując nieznanych faktów. Żyjemy w czasach powszechnej ciekawości, oglądactwa i podglądactwa, kiedy trudno coś ukryć, bo niemal zawsze znajdą się gotowi, choćby dla pieniędzy, zbrukać lub tylko podważyć wizerunek troskliwie pielęgnowany w świadomości odbiorców dzieła.

Na twórczość powinno się patrzeć tylko jak na dzieło, co dotyczy każdej dziedziny twórczości. Mało mnie interesuje, że Hemingway był alkoholikiem i trudnym we współżyciu człowiekiem, skoro stworzył kilka dzieł wybitnych. W nosie mam, że Picasso był tyranem i znęcał się nad kobietami, skoro dał światu wiekopomne malarstwo. To tylko przykłady wytrzepane z rękawa, można je mnożyć. Czytając książkę, słuchając muzyki, oglądając obraz lub film nie mogę sięgać do życiorysów konkretnych pisarzy, kompozytorów, malarzy czy reżyserów i powtarzać sobie: oto jaka znakomita proza, muzyka, obraz, film, cóż jednak z tego, gdy wiem, że pisarz był sadystą, kompozytor narkomanem, malarz nałogowym onanistą a reżyser zrobił siedmioro nieślubnych dzieci i zostawił z nimi matkę, nie płacąc złamanego grosza do końca swego życia.

Oczywiście, chętnie czytam biografie i autobiografie, zwłaszcza gdy twórczość mnie porusza. To jasne, że mam ochotę wiedzieć więcej o twórcy, lecz nadal jego styl i sposób bycia, życia nie ma żadnego wpływu na odbiór twórczości.

Jednak, jak wspomniałem na wstępie, bywa i tak, że twórczość ma bardzo ścisły związek z biografią i życiorysem, jest w treść życia wpleciona, zrośnięta z nią trwale. Cóż, wówczas warto, a nawet trzeba, pochylić się z uwagą nad faktografią powiązaną z prawdziwym życiem twórcy. Bo skoro twórczość jest autobiograficzną manifestacją…

Miałem swego czasu, dawno, okres fascynacji twórczością literacką Jerzego Kosińskiego. Przeczytałem wszystko, co wyszło po polsku, z wyjątkiem Pustelnika z 69 ulicy, bo to mnie zwyczajnie znudziło. Malowany ptak zrobił na mnie duże wrażenie, tym większe, że jak wszędzie podkreślano, a i sam Kosiński mówił o tym wprost, to powieść autobiograficzna. Nic też dziwnego, że przeżycia Chłopca wciągnięto z miejsca na sztandary twórczości o Holokauście, jako przykład martyrologii żydowskich dzieci w czasach okupacji hitlerowskiej w Polsce. Chłopiec z Malowanego ptaka tuła się po wioskach głębokiej polskiej prowincji i jest nieustannie poddawany makabrycznym doświadczeniom ze strony ciemnego chłopstwa, wieśniaków żyjących na poziomie troglodytów, skazany na pobyt pośród tej dzikiej czerni, hołdującej najbardziej prymitywnym zabobonom, znęcającej się nad żydowskim dzieckiem, w prymitywny sposób go torturującej, odrzucającej, w najlepszym razie traktującej małego z pogardą, jak zwierzę. Powieść doprawdy wstrząsająca, tym bardziej dla czytelnika amerykańskiego, a wiadomo przecież, że Kosiński w 1957 roku wyemigrował do Stanów, by zrobić tam szybką karierę pisarską. Amerykańskim czytelnikiem wstrząsnąć trudno, byle co go nie przerazi, jednak Malowany ptak taki szok wywołał, a Kosiński w licznych wywiadach to swoje mroczne dzieciństwo autoryzował, ogłaszając wszem wobec, że to, niestety, prawda, że choć rzecz nie ma miejsca i czasu, to się niestety wydarzyło, on to wszystko z rąk polskiej ciemnoty wycierpiał, doznał traumy zaiste bardzo głębokiej.

Po dziwacznej samobójczej śmierci Kosińskiego pojawiło się sporo publikacji poddających w wątpliwość jego twórczy potencjał. Mówiono i pisano, że korzystał z „murzynów”, czyli autorów-widm piszących za niego, że nie znał na tyle dobrze angielskiego, by móc swobodnie pisać w tym języku, więc i tu korzystał z pomocników, że ich każdorazowo po sesji pisarskiej szczegółowo rewidował, aby przypadkiem nie wynieśli jakichś tajemnic. I tak dalej, i dalej… Trudno dać wiarę czemuś, co nie powołuje żadnych źródeł lub choćby nazwisk i cytatów, nie ma relacji z pierwszej ręki, dodatkowo potwierdzonych w wielu innych źródłach.

Przed ogłoszeniem tych rewelacji sięgnąłem także po opasłe tomisko z biografią Kosińskiego, jednak biograf dociekał szczegółów jego życiorysu z wdziękiem i urokiem buchaltera, więc rzuciłem to w kąt po kilkudziesięciu stronach.

A teraz leży przede mną trzecie już wydanie książki Joanny Siedleckiej Czarny ptasior utrzymanej w tonacji reportażu, w którym świadectwa i nazwiska pojawiają się w wielkiej obfitości, a rzekomo tak traumatyczne dzieciństwo pisarza oświetlone zostało z różnych punktów widzenia, wiarygodnie.

Cóż się okazuje… Oczywiście był Kosiński Żydem jak i jego rodzice. Oczywiście cała rodzina zmuszona była ukrywać się w czasie okupacji, jednak… No właśnie, w krótkim słowie jednak kryje się clou, czyli zderzenie faktów z prawdziwego dzieciństwa pisarza z tym, które znamy z kart Malowanego ptaka. Istotnie, na głębokiej polskiej prowincji rodzina Kosińskich spędziła dwa i pół roku, aż do wyzwolenia. Ojciec był człowiekiem zamożnym, stać go było na luksusy o jakich przeciętny już nie tylko wieśniak, ale nawet mieszczuch i dziś mógłby pomarzyć. Matka przyzwyczajona do zbytku zatrudniała służbę, ojciec legalnie pracował, a mały Jurek żył pod kloszem, trzymany w cieple, otoczony puchem. Żyli wszyscy u ludzi, którzy narażali życie własne i całej wsi, ukrywając Żydów. Powszechne było puszczanie przez Niemców z dymem całych wiosek za dużo mniejsze wykroczenia.

Jedyną traumą jakiej mały Jurek doznał był incydent, kiedy rzucili się na niego wiejscy chłopcy i próbowali rozebrać, by sprawdzić czy jest obrzezany. Za karę dostali w swych domach srogie lanie. Ojciec Kosińskiego dobrze żył i z Niemcami i z Rosjanami, przystał do komunistów, jest nawet podejrzenie, że wydawał tych samych ludzi, którzy go z narażeniem życia ukrywali.

Nie chcę odsłaniać całej faktografii zawartej w niezbyt obszernej książce Siedleckiej, zachęcam jednak, by po nią sięgnąć, bo to kawał rzetelnej, dziennikarskiej roboty.

Kosiński był mistyfikatorem, o tym wiadomo od dawna. Całe jego życie i twórczość (jeśli była jego twórczością) to świat zniekształcony, przekłamany, zmistyfikowany właśnie. Nie można czynić z tego zarzutu, bo dzieło jest dziełem, przyjmujemy je lub odrzucamy. Dla mnie, jak już wspomniałem, faktografia i życiorysy mają drugorzędne znaczenie. Teraz jednak, gdy rozprawa z Malowanym ptakiem już się dokonała i mit wysadzony został w powietrze, zasiało to we mnie wiele wątpliwości. Czuję się nawet zażenowany, jakoś mi głupio i wstyd. Może za Kosińskiego? Nie wiem. Cóż, pomniki się buduje, potem je burzy, buduje kolejne, następne i jeszcze inne. Niektóre mimo wirów historii przetrwają – każdą burzę, tornado, zamach. Mam wrażenie, że w przypadku Jerzego Kosińskiego pomnik nie przetrwa, już się rozpada, w końcu pozostanie kupka prochu, a nawet niesmak, gorycz, rozczarowanie. Szkoda. M.P.

Czarny ptasior, Joanna Siedlecka, Wydanie III, Wydawnictwo Czerwone i czarne, Warszawa 2011, stron 199, 34.90 zł.

M.P.

Dodaj komentarz

Tytuł:
Imię(*):
Mail:
Poinformuj o odpowiedzi:
Komentarz(*):
 
Uwaga: Twoj komentarz zostanie dodany i będzie oczekiwał na zatwierdzenie.
 
 

Poprzednia strona: Jerzego Urbana życie po życiu
Następna strona: Filmy

© Copyright 2004-2017 - CMS Made Simple
This site is powered by CMS Made Simple Design by: cmsmstemplates.pl