Ewa

Ostatni raz... Kiedy to było? Chyba wiosną. Siedzieliśmy w drewnianych dekoracjach Pod psią i kocią łapą. Magiczne miejsce na ulicy mojego dzieciństwa. Kiedyś to była kawiarnia Domino. Kamienne schodki na ganek, skrzypienie przeszklonych drzwi. Piłaś czerwone wino i opowiadałaś mi o Sopocie. Jak zawsze słuchałem Cię z uwagą. Może byłem jednym z nielicznych, którzy potrafili Cię słuchać, nawet jeśli mówiłaś długo - godzinę, więcej.

Sopot był z Tobą zawsze, choć nie wiem już od jak dawna mieszkałaś w tym mieście. Czy byłaś tu także wtedy, gdy ja dorastałem na zakurzonych podwórkach dolnych dzielnic na początku 60. lat? Tamten czas był moim miejscem, taki Sopot zapamiętałem, a kawałki rozbitego lustra przechowały się w mojej pamięci. Ty opowiadałaś mi o Sopocie, którego nigdy nie poznałem, nie doświadczyłem. Trwałaś z nim, kiedy odszedłem stąd i choć wracałem, zawsze był to tylko powrót do kolorowych wspomnień, do okruchów wrażeń, scen krótkich jak jeden oddech.

Czy mogłabyś to sobie wyobrazić? Siedzę przy biurku, nie w sopockim mieszkaniu, i piszę o Tobie. Nie mogę już do Ciebie zadzwonić, nie odpowiesz. Nie mogę przyjść do Ciebie na herbatę - do twojego domu, który stoi przy wąskiej uliczce nad skarpą. Mam w głowie tłok banalnych myśli, słów, które już tyle razy wypowiadano, którymi przerzucano się wielokrotnie. Że teraz jednak jesteś, patrzysz na swoje miasto albo idziesz ulicami w październikową słotę. Do Sfinksa, Pod kocią łapę, do Błękitnego pudla, do starego dworku w bocznej ulicy od głównego deptaku. Jesteś w ósmym rzędzie na premierze w Kameralnym, w mroku, w środkowych rzędach Polonii lub Bałtyku.

W Kawiarecie piliśmy piwo. Opowiadałaś mi o Sopocie. Nie mogłem wiedzieć, że to nasze ostatnie spotkanie, nigdy nie wspominałaś o tym, że jesteś tak poważnie chora. Ktoś poprosił mnie później, żebym napisał o Tobie wspomnienie. Wówczas nie umiałem, a dziś też nie mógłbym ułożyć słów w podobnie brzmiące formułki. Byłaś inna, różniłaś się, odbiegałaś od idiotycznej normy. Byłaś rajskim ptakiem w ogrodzie Sopotu. Nawet to jak się ubierałaś, jak mówiłaś. Jednych to drażniło, inni znacząco wzruszali ramionami.

Lubiłem z Tobą być, nawet wtedy, gdy trochę przesadziłaś z alkoholem, ale niespecjalnie odpowiadali mi ludzie, których często obok Ciebie widziałem. Niektórzy pozowali na sopockich artystów, na bohemę. Tak bardzo starali się być magiczni, tajemniczy, twórczo nawiedzeni. Błaznowanie na poważnie zwykle mnie śmiertelnie nudziło, odrzucało.

Nie potrafię pisać o Tobie w żałobnym, pełnym namaszczenia tonie. Wciąż myślę, że jednak nie odeszłaś, że Cię spotkam, gdy przyjadę do Sopotu, żeby szukać tu utraconego czasu. Umówimy się znów pod kawiarenką na Fiszera. Jak ostatnio, kiedy czekałem na Ciebie kwadrans. Wyjdziesz zza rogu Szopena, z daleka podniesiesz rękę na powitanie. Zamówimy czerwone wino i aromatyczną herbatę, pójdziemy na długi spacer. Od lat obiecywałem Ci, że pewnego dnia obejdziemy cały Sopot, Twój Sopot. Że pokażesz mi tę magię, dasz mi jej posmakować. Wciąż umawialiśmy się na tę wyprawę, ale nigdy się nie udało. Mogę jedynie poprowadzić Cię swoim szlakiem, trzeba tylko wybrać dzień i godzinę. I choć nie będzie tam Twoich ulubionych kawiarni, pubów, ludzi, z którymi tak wiele Cię łączyło - będzie jednak Sopot, mój Sopot, a ty zwykle potrafiłaś się dopasować do nastroju i klimatu chwil.

Nie muszę Cię przepraszać, ale wiem, że nie chowałabyś urazy. Nie byłem z Tobą w tym ostatecznym miejscu, żeby żegnać Cię w tłumie ludzi, uczestniczyć w obrzędowym smutku, tłoczyć się i patrzeć jak odchodzisz. Nie odeszłaś przecież, wciąż jesteś. Nie mógłbym, ot tak, po prostu postawić kropki na końcu zdania. Nie tym razem.

Październik jest wyjątkowo ciepły. Na granicy listopada wraca wiosna i ludzie wieczorami wychodzą na spacery. Jutro pierwszy listopada. Chciałbym tego dnia móc umówić się z Tobą na wyprawę. Chłód słuchawki w dłoni, szereg cyfr przywołanych z pamięci. Mógłbym zadzwonić, ale co się stanie, jeśli nie odpowiesz?

M.P.

Dodaj komentarz

Tytuł:
Imię(*):
Mail:
Poinformuj o odpowiedzi:
Komentarz(*):
 
Uwaga: Twoj komentarz zostanie dodany i będzie oczekiwał na zatwierdzenie.
 
 

Poprzednia strona: Kowboj o północy
Następna strona: Śmierć po południu

© Copyright 2004-2017 - CMS Made Simple
This site is powered by CMS Made Simple Design by: cmsmstemplates.pl