Jerzego Urbana życie po życiu

OCENA 4

Wydana w 2013 roku książka Jerzy Urban o swoim życiu rozmawia z Martą Stremecką to pozycja dość specyficzna. Tu jednak już na wstępie niezbędne są pewne zastrzeżenia. Nie jest to książka dla tych, którzy mają blade pojęcie o najnowszej historii Polski lub znają ją tylko z opowieści lub jednobokich opinii. Raczej trzeba było PRL-u doświadczyć, by wspomnienia Urbana czytać z pełnym zrozumieniem. Drugie zastrzeżenie jest takie, że wszelkie sądy kategoryczne o wynurzeniach Urbana koniecznie trzeba opatrywać słowem "prawdopodobnie".

Otóż prawdopodobnie Jerzy Urban opowiadając o swoim życiu jest ze Stremecką szczery, co nie znaczy, że chciał i powiedział jej wszystko. 

Może jednak więcej niż kiedykolwiek, bowiem gdy człowiek osiąga wiek starczy to albo się nawraca na wiarę, którą tępił, albo miewa przypływy krytycznej autorefleksji. Lecz próżno w wywodach Urbana wypatrywać jakiegoś przyznawania się do winy, poza paroma drobiazgami.

To książka, którą czyta się łatwo, szybko, często z uśmiechem, bowiem z pewnością nie można Urbanowi odmówić inteligencji, błyskotliwości, specyficznego poczucia humoru i tak dla niego charakterystycznej prowokacyjności. Tej wszakże jest w tych wspomnieniach niewiele, dlatego wywód sprawia wrażenie szczerego, niepozbawionego prób głębszej analizy minionej rzeczywistości i nade wszystko zdystansowanego. Jawi się tu Urban jako człowiek wypalony, trochę zniechęcony, którego już mało co rajcuje, bo wszystko ma, niczego nie pragnie poza świętym spokojem i żeby nikt niczego od niego nie chciał. On sam nie żąda już dla siebie niczego, ma marzenia czysto teoretyczne, w zasadzie to nie marzenia, lecz jakieś przedziwne konstrukcje intelektualno-metafizyczne. Z kart tej książki wygląda Urban zmęczony, ale nadal z jasnym umysłem i ciętym językiem.

Przebiega na 350 stronach całe swoje życie, od dzieciństwa po dzień dzisiejszy. W połowie są to wspomnienia faktograficzne, w połowie dykteryjne, ciekawostkowe – z kim pił, tańczył, kto z kim sypiał, jakie miał kochanki, z kim się kolegował, przyjaźnił, wyjeżdżał. Mnóstwo tu obserwacji świeżych, faktów mało znanych, prześmiewczych opinii, celnych podsumowań. A sumować jest co: przedwojnie i dzieciństwo, zauroczenie zetempowską organizacją, czasy stalinizmu, październik 1956 i praca w legendarnym Po prostu, potem tygodnik Polityka, wreszcie wejście na salony władzy, praca w charakterze powszechnie znienawidzonego rzecznika rządu generała Jaruzelskiego, potem tygodnik NIE. Liczne przerwy w pracy spowodowane nakładanymi przez Gomułkę zakazami publikacji i zapisami na nazwisko.

Zawsze jednak pod prąd, choć pisze Urban, że płynął z biegiem rzeki. To chyba jednak kokieteria. Bogaty, barwny jak pióropusz rajskiego ptaka życiorys. Znaleźć w nim można wiele nazwisk, które kojarzą się rozmaicie lecz są powszechnie znane. Z wieloma z tych osób obchodzi się Urban bez ceregieli, o innych wypowiada się z niemal religijną czcią. Wspomnienia Urbana będą z pewnością interesującym uzupełnieniem bardziej gruntownej edukacji historycznej, bowiem kiedy się już wie, jak się w PRL-u sprawy miały, wynurzenia Urbana stanowią obyczajowy suplement a niekiedy być może również erratę, choć z tym raczej trzeba ostrożnie, wciąż pamiętając, że Urban jest PRAWDOPODOBNIE tym razem bardziej szczery niż zwykle.

Przed wieloma laty przeprowadzałem z Urbanem wywiad dla Głosu Wybrzeża. Pamiętam jego gabinet w redakcji NIE. Na ścianie wisiał jakiś prowokacyjny malunek, on siedział za wielkim biurkiem i ćmił cygaro. Opowiadał mi wówczas o lewicy, w którą jeszcze trochę wierzył, a dziś już nie, o czym mówi wprost i bez żalu. Zapamiętałem miłego, starszego pana, żadnego demona, diabła w ludzkiej skórze. Przypominam sobie też czasy w których chętnie czytało się Kulisy i Szpilki z jego felietonami.

Dość częstym motywem przewijającym się we wspomnieniach Urbana są pieniądze i wielokrotnie przyznaje się do swego zamiłowania do luksusu, zbytku, bogactwa. Opowiada jak marzył o milionach dolarów i gdy je wreszcie dostał poczuł się spełniony.

To nie jest książka dla tych, którzy na sam dźwięk jego nazwiska toczą pianę lub spluwają z obrzydzeniem. Lecz i wśród nich zdarzali się przecież i tacy, którzy przeklinając szatana biegli po cichu sprawdzać czy ma rogi, ogon i kopyta, a więc potajemnie kupowali NIE. Na początku kariery tego pisma czytywałem je nawet dość regularnie. Co dziwne właśnie tego początkowego okresu działaności NIE Urban dziś się wstydzi. Zarzuciłem lekturę, gdy już mnie znudziło to cyklopowe widzenie Polski, nadmiar wulgaryzmów i przesadna ostentacja. Pewnie wszystko z czasem się nudzi, ale Urban jak gdyby szczery jednak zaskakuje.

Jerzy Urban o swoim życiu rozmawia z Martą Stremecką; Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2013, stron 367, cena 39,90 zł.

M.P.

Dodaj komentarz

Tytuł:
Imię(*):
Mail:
Poinformuj o odpowiedzi:
Komentarz(*):
 
Uwaga: Twoj komentarz zostanie dodany i będzie oczekiwał na zatwierdzenie.
 
 

Poprzednia strona: Książki
Następna strona: Czarny ptasior

© Copyright 2004-2017 - CMS Made Simple
This site is powered by CMS Made Simple Design by: cmsmstemplates.pl