Smarzowski, czyli defekt mózgu

Kadr z filmu "Dom zły"

Ten reżyser jest chory i nie ulega to dla mnie żadnej wątpliwości. Jeszcze niedawno chciałem go po prostu określić jako filmowego turpistę, lecz to zbyt nobilitujące, był bowiem turpizm rodzajem artystycznej prowokacji, a przy tym twórczą manifestacją. Nie chce mi się szukać, sięgam więc do Wikipedii, a tam czytam:

Wolę brzydotę

Jest bliżej krwiobiegu

Słów gdy prześwietlać

Je i udręczać

I dalej:

„Turpiści - o ile rozumiem nas, turpistów, dobrze - nawet w najdalej posuniętym akcie buntu (czy przeciwko życiu, czy przeciw tradycji literackiej) wyrażają ostatecznie postawę afirmatywną. Żaden turpista nie przeraża tylko po to, by przerażać, żaden nie krzyczy, aby usłyszano, jaki ma silny głos. I znowu nie rekwizyty decydują, ale postawy."

Oba cytaty z Grochowiaka, ostatni najcelniej wskazuje, dlaczego Smarzowski na nobilitację nie zasługuje. Myślę, że to gość z defektem mózgu. Są takie zboczenia, zna je psychiatria i seksuologia: koprofilia – podniecanie się w trakcie obcowania z kałem, jego konsystencją, zapachem, urynofilia – zachwycanie się moczem, jego zapachem, starymi, przesiąkniętymi moczem majtkami, wąchanie zużytych kobiecych podpasek. Jest i koprofagia: zjadanie kału, doznawanie z tego powodu podniecenia (vide „Salo” Passoliniego). To wszystko znane, już było, jeszcze gdy Smarzowski sikał we własne pieluchy.

Oglądałem jego „Wesele”. To był wówczas dobry, mocny, obrazoburczy film. Prawdziwy. Od tego czasu Smarzowski jedynie dalej brnął w świat własnej, chorej, koszmarnej wyobraźni.

Krajobrazy polskie pokazywane przez Smarzowskiego to nie Polska prawdziwa, odarta z lakieru, boleśnie dojmująca. Nie jest tak, że świat jest tylko do szpiku zły lub na wskroś dobry. Jest i taki i taki. Lecz Smarzowski uparł się bić wciąż w ten sam bęben, tarabanić na tę samą nutę. Wyobraźnia Smarzowskiego nie sięga poza pejzaż jaki widzi człowiek leżący pod rozwartym odbytem i z zapartym tchem obserwuje jak na świat przychodzi bryła stolca. Rzyganie, chlustanie spermą, wydalanie, chlanie, sranie, bekanie, chuj, kurwa, dupa, pizda – oto słupy graniczne otaczające królestwo Smarzowskiego. Ciężko chory świat widziany oczami paranoika. To się daje leczyć, są dobre ośrodki, jest farmakologia.

Kiedy ostatnio próbowałem oglądać „Drogówkę”, wytrzymując niespełna 40 minut, widziałem w kinie dużo dzieciaków, którzy parskali śmiechem, wtórowali bluzgom lecącym z głośników dolby sorround, byli zachwyceni, gdy prostytutka po seksie oralnym wymiotowała spermą. To jest widownia Smarzowskiego. Kiedyś i ja miałem 11 lat, zdarzało się, że chodziłem do miejskiego szaletu i tam bazgrałem na drzwiach sprośne wierszyki w rodzaju „Chuj i pizda w nocy gwizda”. Dziś widzę, że to mogłoby być twórcze motto tego reżysera. Nie mając nic do zaproponowania oferuje śmietnik, gnijące resztki, kloakę.

Filmy Smarzowskiego przestałem oglądać w całości po „Domu złym”. Tam już ten anormalny świat zaczął się manifestować, materializować w całej swej paskudnej krasie. Słyszę – dałby Bóg może się mylę – że zamierza Smarzowski wziąć się za tragedię wołyńską. To dopiero raj dla kogoś z tak ograniczoną wyobraźnią: przerzynanie ludzi piłą na pół, rozrąbywanie czaszek siekierami, wyrywanie płodów z brzuchów ciężarnych kobiet, orgia we krwi i flakach.

Na ekranach jest „Pod mocnym aniołem” film o alkoholizmie według prozy innego alkoholika, Jerzego Pilcha, podobno pisarza. Coś próbowałem czytać, rzuciłem w kąt, czasu żal.

Siusiumajtki już siusiają w majtki, że Smarzowski kolejny raz pokaże pazur, a recenzenci z troską i znawstwem pochylą się nad tym, znajdą ważne aspekty. Dalejże kreować bohatera masowej wyobraźni.

Psychiatra by się uśmiał.

M.P.

Poprzednia strona: Filmy
Następna strona: Księga gości

© Copyright 2004-2017 - CMS Made Simple
This site is powered by CMS Made Simple Design by: cmsmstemplates.pl